Nadzieja (17.07.2002)
rozmyślałam
idąc łąką
ramiona tulił mrok
było nam dobrze
upadłam
niebo płakało
nie rozróżniałam kropli i łez
podła grawitacja
trzymała mnie za pas
czołgałam się jak glista
po mokrej trawie
las
tam poczułam się bezpiecznie
przyszedł sen
uniosłam głowę
ujrzałam śnieżnobiałą cerę
pomogła mi wstać
na imię jej było Nadzieja
17 lipca 2002 – 6 lipca 2005