Paulie Ney o dziennikarstwie


W kilku słowach o dziennikarstwie...

Pisanie nigdy nie szło mi z trudem. Po prostu - zbierałam potrzebne materiały, zasiadałam i tworzyłam kolaż przemyśleń i informacji. Bądź ciekawostek

Zaczynałam w szkole podstawowej, pisząc dla szkolnej gazetki. Uwadze mojej nie mógł ujść też fakt istnienia takiej formacji w liceum. Podczas werbowania redaktorów nie mogłam nie zgłosić się. Już rok później nie tylko pisałam artykuły, ale także redagowałam gazetkę pod względem technicznym, czuwając nad ogólną organizacją. Kariera moja i gazetki skończyła się po roku "ostrym" (jak go oceniono) artykułem tuż przed końcem drugiego półrocza. Odważyłam się podnieść pisemny głos na szkolne tematy tabuByłam buntowniczką. Nie podobała mi się ówczesna szkolna rzeczywistość. Chciałam stać się głosem niemych z braku odwagi. Zabrakło gazetki. Bałam się też, że zabraknie w szkole i mnie...

Niespełna rok później - tuż przed końcem edukacji w liceum - zdecydowałam się wziąć udział w Dniu Przedsiębiorczości. Z wyboru trafiłam do redakcji lokalnego tygodnika. I na jednym dniu się nie skończyło... Jeszcze jako licealistka dorabiałam na pisaniu artykułów. Być może współpraca trwałaby przez dłuższy czas – a przynajmniej do końca wakacji – gdyby nie wypadek samochodowy. A jechaliśmy wówczas, by dostarczyć moje dokumenty na studia dziennikarskie do Olsztyna. Fakt ten nie powstrzymał mnie przed dokonaniem decyzji.

Znudzona bezczynnym leżeniem w gipsowym golfie, zainteresowałam się audycjami w radiach internetowych. Zaczynałam jako słuchaczka, a już po kilku dniach wciągnęłam się sama. Początkowo na Dobrze ROCKujących Audycjach bywało kilku stałych słuchaczy, z czasem liczyłam ich w dziesiątkach. Po upływie kilku miesięcy zrezygnowałam – nie podobała mi się najzwyczajniej polityka i ziębnąca atmosfera.

Oddawałam się studiom dziennikarskim – studiom, na których uczono mnie etyki dziennikarskiej i za nieosiągalny, ale jednak cel, stawiano obiektywność. Moim bogiem miał być Kapuściński. Uwielbiałam pisać felietony. Egzaminy i teoria nudziły mnie. Czekałam tylko na zadawane prace pisemne… A w maju wyjechałam – tuż przed sesją – przerywając tym samym studia – z problemami zdrowotnymi i niezdrowotnymi oraz wstępną średnią 4,5 prezentującą się w indeksie na semestr II. 

Trafiłam – nieprzypadkowo, bo z wyboru – do Białegostoku. Zaczynałam od poszukiwania pracy. Gdzież najpierw mogłabym się udać, jeśli nie do redakcji. Zawiodłam się jednak, kiedy pani redaktor z Wyborczej odprawiła mnie z wizytówką, tłumacząc, iż naczelny jest na wakacjach, a poza tym i tak nie mam na co liczyć, poza sporadycznymi artykułami, które pisuje do nich masa osób „z ulicy”.

Szukałam szczęścia w redagowaniu artykułów w Internecie. Chciałam czynić to głównie zarobkowo, by uzupełnić studencką kieszeń – zaczęłam bowiem studia na filologii polskiej. Widać jednak, byli lepsi ode mnie w laniu wody pod publikę i mający w Białymstoku szersze znajomości, aniżeli szara ja, której niegdyś, po kontrowersyjnym artykule, Wychowawczyni życzyła, by nie traciła swojego „pazura”. Gdzieś on we mnie jeszcze drzemie. Może nawet nie drzemie, a zapadł w sen zimowy – pisanie z ironią, sarkazmem, jadem – owszem – nie przychodzi mi z trudem, nieco jednak przygasłam, zapewne na skutek minionych wydarzeń.

Moja ówczesna przygoda z dziennikarstwem zakończyła się na tym etapie... A co dalej przyniesie życie? Tego nie wiem.