W połowie stycznia (18.01.2011)

słońce uśmiecha się
cytrynową pyzatą twarzą
ptaki śpiewająco
zasiadają na gałęziach
na przystanku pan
spogląda na leżący przy nim
przydługi wór foliowy

jeszcze wczoraj puchły mi usta
dziś pieką mnie oczy

wiosna mówią ludzie
uśmiechając się do siebie na ulicy
to dziecięco naiwnie
to pozorując życzliwość
po chodniku pan
idzie z przewieszonym
przez ramię foliowym worem
w szpitalach i przychodniach
kolejki nie do przejścia
pielęgniarki nie nadążają
z popołudniową kawą
nie ma czasu na rejestrację nowych
muszą poczekać
dziś nie stracą życia
za bezinteresowną pomoc
dziś się nie opłaca

w autobusach ludzie
jadą w otępieniu
autobusy wiosennozielone
snują się po szarości asfaltu
starzając pozór ucieczki
od rzeczywistości
autobusy to kibitki
starsza pani kłaniając się
nisko słania się na nogach
dojrzały mężczyzna z dziecięcą życzliwością
ustępuje jej miejsca

wiosna mówią ludzie
uśmiechając się do siebie
w kolejkach po lepsze jutro
i uśmierzenie bólu
w laboratoriach osiem godzin
codziennej pracy to za mało
na posegregowanie papierków
gdzie czas na analizę
i to bez kawy

wiosna mówią ludzie
aż chce się pracować
kilkaset kilometrów stąd
znów zniknęło kilka istnień

Białystok, 18.01.2011

 
Losowa fotografia
Spacerkiem ...